X-Frame-Options: SAMEORIGIN 70. rocznica wyzwolenia Ziemi Andrychowskiej | Andrychów

70. rocznica wyzwolenia Ziemi Andrychowskiej

27 stycznia, uczczono 70. rocznicę wyzwolenia Andrychowa spod okupacji hitlerowskiej. Wiązanki kwiatów złożono na Rynku pod obeliskiem poświęconym „Poległym w walkach o wolną i niepodległą Polskę” oraz pod tablicą przy ul. Legionów, gdzie do listopada 1939 r. stała andrychowska synagoga. To drugie miejsce jest co roku odwiedzane w tym dniu, bo oprócz rocznicy wyzwolenia Andrychowa i Oświęcimia 27 stycznia to Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu. Delegacje władz oraz różnych instytucji i środowisk złożyłydziś kwiaty w miejscach pamięci.
—————————————————————————
Nareszcie koniec koszmaru i ulga z zakończenia wojny. 27 stycznia 1945 r. zbrodnicza okupacja niemiecka przeszła do historii. Po 5 latach, 4 miesiącach, 3 tygodniach i 2 dniach ziemia andrychowska znów była wolna. Pomimo tego faktu, kres działań wojennych mieszkańcy andrychowszczyzny witali z mieszanymi uczuciami…
Z jednej strony panowała powszechna radość z zakończenia okupacji. Z drugiej jednak strony nadchodzący ze wschodu wyzwoliciele – żołnierze radzieccy, wzbudzali swoim zachowaniem lęk i nieufność, a często nawet wykazywali otwartą wrogość wobec miejscowej ludności. W walkach na ziemi andrychowskiej poległo około 60 żołnierzy radzieckich, którzy głęboko wierzyli, że przynoszą na swoich bagnetach wolność. Andrychów wybawili od Niemców, lecz prawdziwej wolności nie przynieśli, gdyż sami jej nie posiadali.
W przeddzień wyzwolenia
Pierwsze sygnały o zbliżających się wojskach radzieckich dotarły do Andrychowa we wrześniu 1944 r. Już 13 września doszło nad Andrychowem do walk samolotów angielskich i niemieckich. Jedna z niemieckich maszyn została nawet strącona, a kule karabinów maszynowych podziurawiły sporo dachów domów na ulicy Krakowskiej. Mieszkańcy Andrychowa zaczęli być też nękani ciągłymi alarmami lotniczymi, do których zdołali się jednak przyzwyczaić.
Prawdziwy przełom nadszedł dopiero po nowym roku. 12 stycznia 1945 r. ruszyła, od dawna zapowiadana, wielka zimowa ofensywa wojsk radzieckich. Wyzwolenie południowej części województwa krakowskiego, w tym ziemi andrychowskiej, zlecono żołnierzom 38 armii generała Kiriła Moskalenki z 4 Frontu Ukraińskiego.
Na wieść o tym wydarzeniu Andrychów stał się miejscem masowej ucieczki niemieckich osadników, którzy w wielkiej rozpaczy uchodzili, aby ratować życie przed zbliżającymi się oddziałami radzieckimi. Tak relacjonował tamte chwile proboszcz parafii w Inwałdzie (…) już 12 stycznia 1945 r. poczęli się Bauery wynosić. Z rozpaczy niektórzy gryźli zębami ściany domu, które musieli opuszczać. W połowie stycznia przez Andrychów przejeżdżał Generalny Gubernator Hans Frank, który z okna pociągu oglądał miasto w drodze ucieczki do Niemiec. Za nim uchodzili ranni żołnierze niemieccy (…) Dziwny był to obraz cofającej się armii niemieckiej. Niby wszystko szło w porządku. Żołnierze nie krzywdzili ludności, jeno przestrzegali, żeby wszystko chować przed „Iwanem”, typowy wyraz na określenie bolszewickiego żołnierza, bo Iwan wszystko kradnie, niewiasty gwałci (…) – zapisał w kronice parafialnej wspominany już proboszcz z Inwałdu.
Bój o Andrychów
Najpierw czerwonoarmiści pojawili się w Wadowicach. Szli od wschodu. Niemcy po wysadzeniu mostu na Skawie i oddaniu miasta w ręce wroga wycofali się 26 stycznia do Andrychowa. Tutaj postanowili zaciekle się bronić. Przygotowali zasieki z drutu kolczastego, okopy strzeleckie i rowy przeciwczołgowe, zaś na Pańskiej Górze stanowisko artyleryjskie. Nadto, zaminowali kluczowe dla miasta obiekty: mosty drogowe, most kolejowy na Rzyczance, zwrotnice na dworcu PKP i inne. Lotnictwo radzieckie patrolowało drogi, przecierając szlak dla wojsk lądowych. Stale nękało pociskami z karabinów maszynowych wycofującą się 17 armię niemiecką. Nie obyło się bez nalotu na Andrychów i bombardowania. Pierwsze bomby radzieckie spadły w okolicach rynku już 25 stycznia. Przed kolejnymi uratowała miasto pogoda (…) zrobiła się ostra zima (…) sypał śnieg, była mgła, samoloty nie miały „celu” i to trochę nas uratowało (…) było mroźno, śnieg zsypał się wielki, zanotowała tuż po wojnie Wiktoria Dalewska, miejscowa nauczycielka.
Naloty nie ominęły też Inwałdu, gdzie (…) we czwartek wpadł pocisk artylerii do domu pod lasem u Stuglika kowala i zabił 2 kobiety i 3 dzieci. Dom ocalał. Poza tym wypadkiem nie było żadnych innych ofiar w ludziach podczas całego ataku. Tylko na polu przed Jana Pietraszka domem (…) padło 24 lekkich bomb, które nikomu nic nie zrobiły (…) Wieczorem w piątek pojawiły się pierwsze oddziały rosyjskie około 8. (…) Tego samego dnia, kiedy Inwałd dostał się w ręce radzieckie rozpoczął się bój o Andrychów, w godzinach popołudniowych. Jak wspominał Jerzy Jaworski (…) 26 stycznia spadły bomby na Andrychów. Rozwaliły dom Hommów, jedna bomba spadła na piekarnię Sośnieckiego, zresztą ten Sośniecki zginął, a druga spadła u sąsiadów – 15 metrów od naszych okien. Wystraszeni udaliśmy się do Sułkowic i wpadliśmy z przysłowiowego deszczu pod rynnę, gdyż ofensywa radziecka szła od Zagórnika przez Biadasów. Siedzieliśmy wszyscy w piwnicy, a wkoło była straszna strzelanina (…). Po ostrzale artyleryjskim i użyciu czołgów oddziały radzieckie przypuściły generalny szturm na dworzec kolejowy. Atak prowadzono od Inwałdu i Zagórnika przez Biadasów, gdzie spalono kilka domów. Tam też zginęło 18 żołnierzy radzieckich, których nigdy nie zidentyfikowano. Wobec silnego natarcia Niemcy zaczęli wycofywać się z miasta około 23 w nocy, dokonując podpalenia ważniejszych obiektów, m.in. zakładów bawełnianych. Pozostawili też kilka innych „pamiątek” w postaci min, które pokrył śnieg. Dlatego w pierwszych dniach po wyzwoleniu notowano częste przypadki okaleczeń mieszkańców.
Andrychów wolny
Ostatni żołnierze niemieccy opuścili Andrychów w sobotę, 27 stycznia, a na ulice miasta od Zagórnika wkroczyło wojsko radzieckie. Z budynku magistratu zrzucono niemieckie flagi ze swastyką i wywieszono czerwone sztandary z sierpem i młotem. Nad wejściem do budynku dawnej „Ochronki” wywieszono transparent w języku rosyjskim, który witał wkraczających tu czerwonoarmistów. Nie było wśród nich biało-czerwonej flagi ani tym bardziej polskich żołnierzy. Następnie (…) przez całą noc i cały dzień przewalały się przez Andrychów tłumy Armii Czerwonej ze sprzętem wojennym (…). Nie chciało się wprost wierzyć, że ci żołnierze – azjaci, dzikusy w podartych mundurach, często bez butów na nogach owiniętych szmatami, z karabinami zawieszonymi na sznurkach przez plecy, z workami na ramionach, zamiast plecaków, ci ludzie ścigali wyborową armię Trzeciej Rzeszy (…), zapisał po latach ks. Józef Sanak.
Niemal nazajutrz po ustaniu walk przystąpiono do usuwania śladów wojny i rabunkowej gospodarki okupanta. Odbudowa zniszczonych zakładów bawełnianych stała się priorytetem dla wszystkich. Przed miejskim magistratem pochowano poległych na ziemi andrychowskiej żołnierzy radzieckich. I tak powoli życie mieszkańców andrychowszczyzny wracało do codzienności. Dzisiaj o tamtych wydarzeniach sprzed 70 laty, przypomina nam tylko nazwa jednej z ulic miasta – 27 Stycznia i pamięć nielicznych już świadków, których z dnia na dzień ubywa.

Artur Oboza
Artykuł pochodzi z „Nowin Andrychowskich” (styczeń, 2012 rok)
[shareaholic app="share_buttons" id="17926173"]

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie. Więcej informacji .....

Zamknij